"Cobra Kai" sezon 5. [RECENZJA]. Netflix po raz piąty pokazał, dlaczego tak bardzo kochamy lata 80. Nie zrobił jednak tego idealnie

Karol Gawryś
Karol Gawryś
Udostępnij:
Za nami premiera najnowszego sezonu "Cobra Kai". Cztery poprzednie odsłony hitowego serialu Netflixa rozkochały zarówno widzów, jak i krytyków. Czy piąty sezon "Kobry" stanęła na wysokości zadania? Wszak oczekiwania co do niego były ogromne.

"Cobra Kai" - kontynuacja filmów z serii "Karate Kid"

Obecnie "Cobra Kai" jest uważany za jedną z najpopularniejszych produkcji Netflixa ostatnich lat. Serial jest kontynuacją kultowych filmów z serii "Karate Kid", które święciły triumfy popularności w latach 80. ubiegłego wieku. Produkcja Netflixa szybko zaskarbiła sobie sympatię widzów na całym świecie. Jednym z tego powodów jest fakt, że można w nim zobaczyć tych samych bohaterów (i tych samych aktorów), których można było oglądać w filmach o "Karate Kidzie" niespełna 40 lat temu. Pierwsze 4. sezony "Cobra Kai" zostały niezwykle ciepło przyjęte zarówno przez widzów, jak i krytyków. Jak na ich tle wypadła najnowsza 5. odsłona serialu?

"Cobra Kai" - RECENZJA

W piątek 9 września na Netflixie miała miejsce premiera 5. sezonu "Cobra Kai". Produkcji, która w dużej mierze bazowała na sentymencie do amerykańskich lat 80., a popkulturowych nawiązań było tam aż nadto - co osobiście uważam za jedną z głównych zalet tej produkcji. W kolejnej odsłonie serialu widzowie po raz kolejny mieli okazję przeżyć sentymentalną podróż do czasów, w których po raz pierwszy mieli okazję zetknąć się z historią "Karate Kida", a także z innymi kultowymi amerykańskimi produkcjami tamtego okresu. Fani "Rockiego" z pewnością wiedzą o czym mowa.

Piąty sezon "Cobra Kai" w sporej mierze jest utrzymany w tej samej konwencji, co poprzednie 4 odsłony serialu. Mamy walkę o dominację w karate, są miłosne i obyczajowe perypetie głównych bohaterów, a także standardowo liczne nawiązania do poprzednich "Karate Kidów" (zwłaszcza do 3. części). Twórców wypada jednak pochwalić za to, że choć po raz kolejny fabuła skupia się wokół walki o dominację dojos, to tym razem wychodzi ona poza Dolinę i być może rozprzestrzeni się na cały świat. Przez to można uznać 5. sezon "Cobra Kai" w pewnym sensie za przełomowy.

Na pochwałę zasługuje również gra głównych bohaterów (choć nie są oni przecież wielkimi tuzami aktorstwa). Ralph Macchio z powodzeniem zagrał zdesperowanego i niezdecydowanego Daniela LaRusso, spędzającego każdą wolną chwilę na rozmyślaniu, jak pokonać nowego głównego antagonistę Silvera. Z kolei w roli tego czarnego charakteru świetnie się spisał Thomas Ian Griffith, pokazując, że porównanie do bondowskiego czarnego charakteru, jakie pojawiło się w trakcie 5. sezonu nie było przesadzone i bynajmniej karykaturalne.

Widzów czekała kolejna miła niespodzianka, gdyż do serialu "powrócił" świetnie znany fanom "Karate Kida" Sean Kanan, który w 3. części filmu wcielał się w antagonistę Mike'a Barnesa. Niestety tutaj twórcom nie udało się w pełni wykorzystać potencjału jego postaci i Kanan padł ofiarą jednej z głównych wad całej sagi "Cobra Kai". Choć produkcja posiada wiele znaczących postaci, nie zawsze jest w stanie poświęcić im odpowiednią ilość czasu i uwagi, na jaką zasługują.

Zostając w temacie wad "Kobry", warto wspomnieć tym, że produkcja w końcu postanowiła zrobić coś z jednym z najczęściej stawianych jej zarzutów - przewidywalnością. W porównaniu do poprzednich sezonów "Cobra Kai", w piątym w końcu pojawiła się jakaś istotna zmiana pod tym względem. W przypadku niektórych bohaterów, w ich wątkach pojawiła się wreszcie jakaś świeżość - jak chociażby w przypadku Johnny'ego, który niebawem przywita na świecie swoje kolejne dziecko, czy Chozena, który odsłonił swoje uczucia względem Kumiko. 5. sezon "Kobry" dostarczył również widzom jeden z największych "plot twistów" w historii serialu. Mowa tutaj o jednej z ostatnich scen sezonu, związanej ze "śmiercią" Kreese'a.

Warto obejrzeć 5. sezon "Cobra Kai"?

Z pewnością! Choć serial nadal ma swoje grzeszki, to w piątym sezonie produkcja pomału zaczęła coś z nimi robić. Co prawda niektórzy nadal mogą narzekać na momentami zbyt przewidywalną fabułę, czy znikającą na 3/4 sezonu postać Barnesa. Mimo to, kolejna odsłona serialu przyniosła potrzebny mu powiew świeżości i nadal dostarcza fanom "Kobry" kawał dobrej, niezbyt górnolotnej rozrywki.

Ocena: 7,5/10
Karol Gawryś
karol.gawrys@polskapress.pl

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Telemagazyn
Dodaj ogłoszenie