"Marvel: The Punisher" przełamuje złą passę Netfliksa do uniwersum Marvela? [RECENZJA]

Redakcja Telemagazyn
Nowy Punisher oferuje widzowi to, czego nie dostał w ostatnich produkcjach Netflixa. Dobrą akcję, sensowną fabułę i charakterystycznych bohaterów. W końcu dostaliśmy to, na co tak długo czekaliśmy!

Frank Castle aka Punisher to jedna z bardziej ikonicznych postaci z komiksów Marvela. Mało tego, to postać, która niewiele właściwie ma wspólnego z superbohaterami. Poza świetnym wyszkoleniem wojskowym nie ma ani krzty nadludzkich umiejętności. Ot to taki facet, który niesiony chęcią zemsty brutalnie rozprawia się z kolejnymi handlarzami narkotyków, przestępcami i innymi typami spod ciemnej latarni. W swoich działaniach jest bezkompromisowy, a często bezlitosny. Nie uznaje półśrodków – działa zdecydowanie, bez zastanowienia. Ot typowa maszynka do zabijania. Do ekranizacji jego przygód przymierzano się trzykrotnie. W dwóch na trzy przypadki były to jednak nieudane produkcje. Trzecia, która nie trafiła nigdy do dystrybucji kinowej, jest najlepiej oceniana przez widzów. Mały ekran w tym przypadku to nowość, a Netflix by nie ryzykować od razu wprowadzenia Franka Castle'a do autonomicznego serialu – wypuścił go na łowy na podwórku Daredevila. I to zaskoczyło. Widzowie byli zachwyceni. Często zresztą przeważała opinia, że drugi sezon Daredevila udał się głównie dzięki temu, że był tam Punisher. Jest w tym sporo prawdy, a sam Netflix potrzebował kogoś, kto będzie stanowił przeciwwagę dla grzecznego Matta Murdocka, czy też całej drużyny Defendersów. Po dobrych opiniach podjęto decyzję stworzeniu całkowicie osobnej historii o Punisherze i jak się okazuje, była to świetna decyzja, a sam serial nawiązał do najlepszych tradycji internetowego giganta, gdzie serial stanowi nie tylko świetną rozrywkę, ale przede wszystkim stoi na bardzo wysokim poziomie.

Bo też nie ma co ukrywać – serial The Punisher ma wszystko, czego brakowało w poprzednich produkcjach Netflixa – sporo bardzo dobrze nakręconych scen akcji, ciekawych bohaterów – tak głównych jak i tych pobocznych, którzy są bardzo wyraziści i zapadają w pamięci na długi czas. Ostatnim, chyba najważniejszym wyróżnikiem, jest fabuła – od początku do końca przemyślana, która z każdym odcinkiem wciąga coraz mocniej i do samego finału nie zawodzi. Frank Castle w tej produkcji jest w końcu takim bohaterem, jakiego chyba każdy chciał zobaczyć – ludzkim, z krwi i kości, który choć na pierwszy rzut oka wydaje się być świetnie wyszkolonym zabójcą, to ma też ludzkie oblicze. W produkcji Netflixa to wszystko było świetnie wyważone, dzięki czemu nie patrzymy na Franka Castle'a tylko jak na mordercę, ale jak na kogoś, kogo trawią demony przeszłości z którymi nie zawsze sobie jest w stanie poradzić. Spora zasługa takiego ukazania tej postaci jest po stronie odgrywającego go Jona Bernthala. To nie jest wybitny aktor. Początkowo jego angaż do tej roli przyjmowano z dużą rezerwą, ale jak się okazało – był to strzał w dziesiątkę. Aparycją wpisuje się bardzo dobrze w komiksowy wizerunek byłego żołnierza szukającego zemsty za śmierć swojej rodziny, a jego umiejętności aktorskie są wystarczające by ukazać emocje, jakie trawią Punishera a także dramat tej postaci. Nic dodać, nic ująć, bo w końcu to ma być prawdziwe, męskie kino, gdzie dramat jednostki nie jest rozkładany na czynniki pierwsze, a łzawe sceny są tylko środkiem przekazu uzasadniającym wszystkie wydarzenia na ekranie.

Ten serial jest też brutalny, czyli taki, jaki powinien właśnie być. Bo Punisher to nie była nigdy postać cackająca się z przeciwnikami. Zabijał szybko, skutecznie a przy tym w taki sposób, że dla co wrażliwszych osób mógłby to być widok nie do zniesienia. Sceny, kiedy walczy z przeciwnikami, są naprawdę dobrze nakręcone. Uniknięto błędów poprzednich produkcji, gdzie choreografia była mało dynamiczna i – mówiąc wprost – bezpłciowa i mało przekonywująca. W tym przypadku twórcy odpowiednio ważą napięcie i dynamikę scen. Czasem akcja toczy się powoli, a czasem biegnie dynamicznie tak, że czasem trudno za nią nadążyć. Brak w tym jednak większych zgrzytów, a każdą z nich ogląda się z nieukrywaną przyjemnością. Dobrym pomysłem było też to, aby w niektórych scenach akcji nie pokazywać wydarzeń bezpośrednio, zostawiając widzowi nutkę niepewności i domysłów, jak wydarzenia mogły się potoczyć. Widać, że nie próbowano się skupiać na scenach akcji tylko po to, aby epatować brutalną przemocą ukazując ją tylko w uzasadnionych przypadkach.

Historia, jaką nam przedstawiają twórcy, jest bardzo dobrze rozpisana. Choć początkowo wydaje się, że trzynaście odcinków to stanowczo za dużo na przygody kogoś, dla kogo środkiem do celu jest zabijanie w ramach zemsty, to ostatecznie na samym końcu stwierdzamy, że być może było to nawet za mało. Tu każdy wątek, każdy dialog i każda postać ma swoją rolę do odegrania. Przypadkowe są tylko kolejne ofiary, kiedy Punisher próbuje osiągnąć swój wyznaczony cel. Są w pewnym sensie krwawym tłem dla opowieści o człowieku, który próbuje odnaleźć zabójców swojej rodziny, a przy tym zachować resztki ludzkich cech. Oczywiście można uczciwie stwierdzić, że to, co widzimy w serialu, to klasyczna historia rodem z filmów kilka klasy B, gdzie bohater musi stanąć sam przeciw wszystkim. To jednak działa. W przypadku Punishera chcemy zobaczyć, jak sobie poradzi, gdzie są granice jego wytrzymałości i wytrwałości w dążeniu do osiągnięcia wyznaczonego celu. Czy faktycznie jest tak ludzki, jak z założenia powinien być i ostatecznie nie znajdujemy satysfakcjonującej odpowiedzi na to, a przynajmniej nie jest ona jednoznaczna. I w tym tkwi siła tego serialu. Dostajemy bohatera, który wydaje się być prosty jak konstrukcja cepa, ale gdy przyglądamy się już bliżej to dostrzegamy, że tak nie jest. Dlatego trzeba docenić pracę scenarzystów za to, że nie zepsuli materiału źródłowego i dali widzom historię, do której będzie chciało się od czasu do czasu wrócić.

Czy w tym wszystkim była więc jakaś rysa, albo rysy? Niestety tak. Cieniem na tym wszystkim troszeczkę kładła się najwyraźniej nadludzka regeneracja Franka Castle'a. Na przestrzeni tych trzynastu odcinków widać, że rozpiętość czasu akcji nie jest szczególnie duża, stąd zadziwić widza może to, że Punisher tak szybko potrafił dojść do siebie po odniesieniu każdych z ran, zwłaszcza tych naprawdę poważnych. Choć nie wpływa to szczególnie na odbiór całości serialu, to może trochę razić a wierzcie bądź nie, ale na wyleczenie niektórych ran nawet taki Wolverine potrzebowały jednak trochę czasu. To jednak detal, który nie odbiera przyjemności z oglądania Punishera. To bardzo udana produkcja Netflixa. Produkcja, jakiej ta stacja potrzebowała po kilku mniej udanych serialach tworzonych we współpracy z Marvelem. Bo świat, jaki wspólnie kreują, zasługuje na porządne historie o każdym komiksowym bohaterze, jaki trafia na duży czy mały ekran. Historii o bohaterach z krwi i kości, których jedyną mocą jest wola walki i determinacja w dążeniu do wyznaczonego celu. A nowy Punisher właśnie taki jest.

Nasza ocena: 8/10

Paweł Szałankiewicz

Recenzja jest przedpremierowa, opublikowana pierwotnie 14 listopada 2017 roku. Premiera "Marvel: The Punisher" odbędzie się 17listopada 2017 roku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na telemagazyn.pl Telemagazyn