Patricia Kazadi: Nie obraziłabym się, gdyby w tym roku program wygrała dziewczyna [WYWIAD]

Redakcja Telemagazyn
Redakcja Telemagazyn
fot.: Cezary Piwowarski/TVN
fot.: Cezary Piwowarski/TVN
Wokalistka, aktorka, gospodyni programów telewizyjnych. Non stop w samolotach, podróżując między Warszawą, a Los Angeles. Tylko nam udało się z nią porozmawiać między wyjazdem na Maltę z uczestnikami "You can dance", a lotem do LA, gdzie już po raz trzeci poprowadzi Kids Choice Awards. Jak udaje się jej pogodzić tyle zajęć? W rozmowie z Telemagazyn.pl Patricia Kazadi zdradza, z którą z pasji byłoby się jej najłatwiej pożegnać, opowiada, czym zaskoczy nas nowa edycja tanecznego show, a także jak zdobyła rolę Tahitanki Reri w serialu opowiadającym o losach jednego z najwybitniejszych polskich artystów, Eugeniusza Bodo.

Jesteś już po 11 dniach warsztatów do 9. edycji „You Can Dance”. Opowiedz mi, jak było na Malcie?

Jestem na maksa dumna z naszych uczestników! Dali radę bardzo ciężkim treningom, byli zdeterminowani i nawet kontuzje ich nie demotywowały. Warsztaty zrobiły ogromne wrażenie na uczestnikach, ale wiem też, że spodobają się naszym widzom. Nowa formuła, wybitni NOWI choreografowie, światowa gwiazda warsztatów- Brian Friedman- znany ze współpracy z takimi gwiazdami jak Michael Jackson czy Beyonce... No i przepiękna Malta! Będzie się działo!

Brzmi interesująco! Czy to oznacza, że 9. edycja tanecznego show będzie obfitować w zaskoczenia?

Jest mnóstwo nowych wrażeń. Co roku, do znudzenia powtarzam, że mamy super poziom! Ktoś, kto słucha tego po raz kolejny, może dojść do wniosku, że po prostu muszę tak mówić, ale odcinki bardzo szybko to zweryfikują. W tym roku znowu okaże się, że poziom uczestników jest jeszcze lepszy niż w poprzedniej edycji, przyszły takie 16-nastolatki...

No właśnie, chłopcy, czy dziewczyny? Kto będzie rządził tą edycją programu?

Przyznaję, w tym roku jak na razie dziewczyny wiodą prym. Zarówno na mnie, jak i pozostałych jurorach zrobiły ogromne wrażenie. Pojawiła się m.in. Aga Stachowiak, która z powodu kontuzji musiała zrezygnować z udziału w poprzedniej edycji, a była jej faworytką! Teraz to będzie dla niej wielki powrót. Jest jeszcze kilka dziewczyn, które robią na parkiecie takie rzeczy, że szczęka opada! Nie obraziłabym się, gdyby w tym roku program wygrała dziewczyna, bo wszystkie 4 edycje, które do tej pory prowadziłam, wygrywali panowie. Po warsztatach mogę stwierdzić, że chłopcy wcale nie zamierzają odpuścić wiec wszystko jeszcze możne ulec zmianie.

Są też nowi jurorzy.

To prawda, mamy nowych jurorów. Co tu dużo kryć, przyzwyczaiłam się do obecności Kingi Rusin, która była w programie od samego początku i trudno mi było wyobrazić sobie program bez niej. O tym, kto zajmie jej miejsce, dowiedziałam się dokładnie dzień przed oficjalnym ogłoszeniem. To było dla mnie spore zaskoczenie, choć znam oboje zarówno Idę, jak i Glebę i bardzo ich sobie cenię, to w roli jurorów byli dla mnie wielką niewiadomą. Spodziewałam się, że będą takimi dobrymi duszkami, drużyną wsparcia dla uczestników, ale się myliłam! Okazuje się, że Gleba jest najbardziej surowym jurorem, najsurowszym w historii "You Can Dance", ale jest to z korzyścią dla programu bo naprawdę mamy niesamowitą finałową 14-tke. Ida jest również bardzo wymagająca, jako że jest po szkole baletowej, technika jest u niej na pierwszym miejscu. Zawsze jednak stara się znaleźć coś pozytywnego w każdym uczestniku. Teraz zamiast trzech jurorów nasi uczestnicy mają aż cztery, zupełnie inne opinie - bo każdy z jurorów jest tancerzem, ale każdy z nich specjalizuje się w zupełnie innym stylu. Jestem mega dumna z Idy i Gleby - super się odnaleźli w programie, mają też fajną interakcje z pozostałymi jurorami mimo tego, że nie zawsze się ze sobą zgadzają, także można liczyć na to, że będzie się działo.

Castingi, warsztaty, a co z odcinkami live? Czekają nas jakieś zmiany?

W tej edycji będziemy stawiać na bardzo efektowne odcinki na żywo, od scenografii, po pirotechnikę, aż po oświetlenie. To wszystko w połączeniu z niesamowitymi umiejętnościami tancerzy da zapierające dech w piersiach widowisko! Do tego czterech jurorów, a każdy z nich ma swoich ulubieńców, o których będzie walczył. Kłótnie i sprzeczki gwarantowane, więc jako prowadząca będę miała pełne ręce roboty.

Przed tobą czwarta edycja „You Can Dance”. Jak podsumowałabyś te lata pracy na planie tanecznego show?

Nie ukrywam, że od „You Can dance” wszystko się zaczęło i to właśnie ten program nauczył mnie najwięcej, jeśli chodzi o prowadzenie programu w prime-time na żywo. Doświadczenie zdobyte podczas pracy przy tym formacie nie może równać się z niczym innym, pewnie dlatego podchodzę do tego programu bardzo emocjonalnie. Całą produkcję łącznie z reżyserem traktuję jak moją rodzinę i to działa chyba w drugą stronę, za co jestem bardzo wdzięczna.

To, że program „You Can Dance” potrafi Cię zaskoczyć, już wiemy. A co z polskim show-biznesem? Przykuwa Twoją uwagę?

. Jestem lekko odklejona od tej rzeczywistości, nie mam w niej przyjaciół, nie spędzam prywatnego czasu na imprezach branżowych, nie znam najświeższych plotek. Bardzo dużo pracuję, wiec jak już mam czas wolny staram się spędzać go w domowym zaciszu, a nie na bywaniu.

To w Twoim słowniku istnieje takie pojęcie jak wolna chwila?

Oczywiście. Jeśli mam chwilę tylko dla siebie, to wolę pomedytować, spotkać się z przyjaciółmi, rodziną Skupiam się na tym, co lubię. Chcę się rozwijać, angażować w ciekawe projekty. W tym roku udało się z „Bodo”, „You Can Dance”, wydałam płytę, której można posłuchać na mojej stronie internetowej. Teraz jestem w LA gdzie po raz trzeci poprowadzę Kids Choice Awards, a już niedługo ruszy mój kolejny projekt, ale to na razie niespodzianka.

Wrócimy do tego, ale chciałam dopytać jeszcze o to bywanie. Nie jesteś przecież wielką nieobecną warszawskich salonów, pojawiasz się, jesteś zauważalna.

Jeśli muszę i jest to związane z moją pracą, to jestem, ale samo wychodzenie, czerwony dywan bardzo mnie stresuje, dlatego staram się ograniczać swoje wyjścia do minimum.

W takim razie świetnie to maskujesz, bo nigdy nie zauważyłam na twojej twarzy oznak zdenerwowania. Zastanawiam się teraz, czym takie wyjście na bankiet różni się od prowadzenia programu na żywo – live to chyba coś, w czym czujesz się jak ryba w wodzie.

To prawda, prowadzenie programu sprawia mi ogromną przyjemność i po 11 latach pracy w TVN teraz sprawia mi to już dużo mniej stresu i czuję się komfortowo na naszej scenie. Oczywiście, wciąż zdarza się mi taki motywujący stresik, na 10 minut przed wejściem, ale on szybko znika, a chwilę po nim do głosu dochodzi Kazadi, jaką wszyscy znają – czyli tą pełną energii i luzu. Natomiast jeśli chodzi o śpiew, telewizyjne występy muzyczne, czy takie wyjścia, gdzie jestem trochę prywatnie, dzieje się ze mną coś strasznego! Nie mogę wydusić z siebie słowa, głos się trzęsie...

Jak już jesteśmy przy stresie i wszystkim, co z nim związane. Twoja największa wpadka podczas prowadzenia programu „You can dance”, pamiętasz jakąś?

. Pamiętam dobrze moment, kiedy podczas finałów, jedna z uczestniczek prosiła widzów o głosy, bardzo podniosła chwila, dla niej spory stres... a ja wtedy kichnęłam! To była bardzo komiczna sytuacja. Wszyscy pękali ze śmiechu! Widziałam się z nią ostatnio i z uśmiechem wspominałyśmy ten czas.

Osobowość telewizyjna to dobre określenie twojej osoby?

To bardzo miłe określenie i wyróżnienie zarazem, bo byłam nominowana do Wiktora właśnie w kategorii osobowość telewizyjna.

To chyba jednak dość szerokie pojęcie. Nie chciałabyś, by mówili o Tobie przede wszystkim w kontekście muzyki czy aktorstwa?

Lubię telewizję w różnych jej aspektach, czy jest to serial, śpiew, czy prowadzenie programu, to jak to inaczej nazwać? Nie obrażam się, jeśli mówią o mnie w tak ogólnym kontekście, ale nie ukrywam również, że to właśnie muzyka, zawsze była, jest i będzie najważniejszą dziedziną w moim życiu.

A gdyby w Twoim życiu miało teraz zabraknąć, którejś z tych „profesji”, to z czym najłatwiej byłoby ci się pożegnać?

Na jakiś czas odpuściłam sobie już aktorstwo w dużej mierze dlatego, że ciężko trafić na projekt, który będzie dla mnie wyzwaniem. Grać tylko po to, by zarobić, nie muszę, bo utrzymuję się z czegoś innego więc to pewnie z aktorstwem byłoby mi się najłatwiej pożegnać. Nie chcę się tutaj jednak w żaden sposób ograniczać. Jestem wychowana w bardzo tradycyjnej rodzinie, przez długi czas żyłam bardzo konserwatywnie, żadnych imprez, wagarowania. Ostatnio jednak zadałam sobie pytanie: Kiedy ja będę żyć? Jak będę miała dzieci i będę za kogoś odpowiedzialna? To jest ostatni czas by trochę pożyć, dobrze się bawić i w żaden sposób się nie ograniczać.

Szaleństwa Patricii Kazadi potrwają jeszcze...

Myślę, że jakieś 5 lat. Po tym czasie chciałabym powoli zacząć zakładać rodzinę, ale nie mogę być też pewna, że nie uznam wtedy, że chcę od życia czegoś zupełnie innego. Przede mną wiele planów do zrealizowania, chcę nagrywać płyty, kręcić fajne filmy, prowadzić programy, nauczyć się gry na basie, czy języka hiszpańskiego. Mam nadzieję, że w te pięć lat uda mi się to wszystko zrealizować.

Miesiąc temu wydałaś w iście amerykańskim stylu, kolejną płytę. Z zaskoczenia, niczym Beyonce, opublikowałaś utwory z krążka w Internecie. Skąd ten pomysł?

Ta płyta czekała rok na swoją premierę, niestety radiostacje w Polsce uznały, że jest zbyt ambitna, nie wystarczająco komercyjna. Przez długi czas zastanawiałam się, czy szukać do niej singla, który spełniłby te kryteria i “pociągnął” cały album. Fani pytali, co z tą płytą, a ja biłam się z myślami, co zrobić, aż w końcu postanowiłam wypuścić ją na swojej stronie w oryginalnej formie. Album "DARK POP" powstawał przy współpracy z producentami takich gwiazd jak Kanye West, Lady Gaga, czy Nicki Minaj, dla mnie to ogromne wyróżnienie i spełnienie marzeń. Nie wszyscy wiedzą, że jestem również producentem wykonawczym tej płyty.

TUTAJ MOŻECIE POSŁUCHAĆ WSZYSTKICH UTWORÓW Z NOWEJ PŁYTY PATRICII "DARK POP"

No proszę, twoja kolejna profesja – producentka.

Tak, to też było ciekawe, bo musiałam sama jako producent zgłaszać wszystkie utwory, wszystkie również sama napisałam. Płyta od początku do końca jest bardzo moja, szczera i prawdziwa. Zupełnie inna od poprzedniej. Myślę, że ludzie nie spodziewają się tej odsłony i każdy znajdzie na niej coś dla siebie. Poruszam na niej różne tematy, które mnie “bolały” – muzyka powie sama za siebie.

To prawda, że pracujesz nad kolejnym materiałem?

Tak. To, co zostało opublikowane na mojej stronie, jest świetną zapowiedzią tego, co pojawi się przy oficjalnym wydawnictwie, bo dalej pracuje z moją wytwórnią.

Chciałam podpytać Cię również o serial „Bodo”, w którym już na wiosnę pojawisz się w roli Reri. Co możesz powiedzieć o tej postaci?

Reri, to postać autentyczna, pochodziła z Tahiti. Była ciepła, prostolinijna. Kochała śpiew, taniec i aktorstwo. W bardzo młodym wieku została zauważona przez hollywoodzkiego producenta, który z dnia na dzień stworzył z niej gwiazdę światowego formatu. Kiedy przyjechała do Polski promować film „Tabu”, zakochała się bez pamięci w naszym Eugeniuszu i tu jej kariera nieco przygasa.

Zagranie tej postaci było dla Ciebie pewnie dużym wyzwaniem.

Wyzwaniem, ale również pod wieloma względami spełnieniem moich marzeń! Zawsze marzyło mi się, by zagrać w filmie lub serialu, który reprezentuje historię Polski. Jestem Polką w stu procentach, ale ze względu na moją aparycję, nie ma mnie na przykład w „Katyniu. To było wspaniale, bo musiałam wykonać kawał pracy jeszcze zanim pojawiłam się na planie - poznać bohaterkę, to co lubiła, jaka była, jej ruchy, zachowania, śmiech... Znaleźć w tym wszystkim jakiś złoty środek między teraźniejszością a tym, co było w latach 30. i potem wpleść to w scenariusz. Poza tym fakt, że mogłam na planie śpiewać i tańczyć... Do dziś mam łzy w oczach ze wzruszenia i już nie mogę się doczekać premiery!

Jak wspominasz przesłuchanie do serialu „Bodo”?

Casting składał się z 4 części. Miałam do zagrania dwie sceny, był też taniec i śpiew. Wiem, że o te role starały się również dziewczyny z zagranicy. Od dawna mi już tak nie zależało na żadnym projekcie, idąc na casting cała się trzęsłam ze stresu. Pamiętam, że po siedziałam jeszcze chwilę w samochodzie i patrzyłam przed siebie, żeby się uspokoić. Czekanie na wyniki było najgorsze, ale kiedy dowiedziałam się, ze się udało – obdzwoniłam całą rodzinę.

W jaki sposób przygotowywałaś się do tej roli?

Większość przygotowań odbyła się jeszcze przed castingiem. Musiałam zapoznać się z postacią, obejrzałam film „Czarna perła”, wszystkie dostępne filmiki, na których widać jak się ruszała, jak się wypowiadała. Przeczytałam wywiady, a także artykuły o niej. Nie ma tego jednak za dużo. Reri miała szybką, ale bardzo krótką karierę. Później doszły do tego zajęcia taneczne i próby wokalne, na których musiałam przejść pełną transformacje - ja śpiewam pop z elementami r’n’b, wiec dużo ozdobników, śpiewanie gardłowe a tu musiałam to wszystko wywalić do kosza śpiewać głowowo i prościutko ewentualnie z szybkim wibrato. To było trudne, ale też niesamowite, bo stawałam się nią.

Chyba dochodzimy do takiego momentu, w którym muszę zapytać, czy ty naprawdę nie masz managera i zajmujesz się tym wszystkim sama?

Tak, to prawda. Miałam managera przez kilka miesięcy wiele lat temu, ale to było dla mnie traumatyczne przeżycie. Od dziecka wszystkim zajmuje się sama. Czytam swoje umowy, negocjuję stawki, szukam dla siebie producentów, piszę utwory. Wszystkie decyzje, co robimy, czego nie robimy, co będzie dobre wizerunkowo, a co nie, robię sama, na tzw. czuja.

Czyli to nie twoja zachłanność.

Absolutnie! Tak naprawdę bardzo chciałabym mieć managera, ale nie znalazłam jeszcze osoby, która potrafiłaby połączyć wszystkie moje zajęcia zawodowe w jedną całość i dobrze je rozplanować. Jest wielu świetnych managerów muzycznych, ale oni nie sprawdzą się w innych tematach, jak na przykład aktorstwo. Mam za to super agentów, którzy pomagają mi to wszystko ogarnąć bookingowo. Trzeba bardzo uważać i czasami lepiej by managerem został ktoś z rodziny lub przyjaciel niż ktoś z branży. Najważniejsze, by tej osobie zależało na twoim dobru.

To może minęłaś się z powołaniem, bo całkiem dobrze Ci to managerowanie wychodzi.

Myślę o tym, może za 10 – 20 lat, kiedy już będę się czuła spełnioną, skupię się na byciu managerem. Uwielbiam młode talenty, widzę w nich potencjał i mam od razu pomysły co z tym potencjałem zrobić! Mam duży bagaż doświadczeń. W przyszłości chciałabym się tym podzielić z kimś, kto takiej rady będzie potrzebował.

O czym jeszcze marzy Patricia Kazadi?

Uuu marzeń to mam bardzo dużo! Marzy mi się rola w dużym filmie sensacyjnym lub thriller, w którym mogłabym wcielić się w jakaś skomplikowaną postać. W sferze marzeń wciąż pozostaje Grammy i Oscar za muzykę do filmu, także mam co robić, bo przede mną jeszcze długa droga!

Rozmawiała: Adriana Słowik

[email protected]

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Lady Pank: rocznica debiutanckiej płyty

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na telemagazyn.pl Telemagazyn