"Dziewczyny ze Lwowa". Magdalena Wróbel - stereotypy są słabe [WYWIAD]

Krzysztof Połaski
Krzysztof Połaski
Magdalena Wróbelfot. Sylwia Dąbrowa / Polska Press
Magdalena Wróbelfot. Sylwia Dąbrowa / Polska Press
Magdalena Wróbel jest dopiero na początku swojej aktorskiej kariery, ale mamy wrażenie, że dzięki kreacji w serialu "Dziewczyny ze Lwowa" osiągnie wiele. W nowej hitowej produkcji TVP1 wciela się w jedną z głównych bohaterek – Polinę. W rozmowie z Telemagazynem.pl opowiada o swojej roli oraz o różnicach w specyfice pracy na planie serialu oraz filmu „Bogowie”.

Magdalena Wróbel urodziła się w 1987 roku. W 2013 roku skończyła łódzką Filmówkę i od tego czasu pojawiła się w kilku etiudach oraz serialach – można było ją zobaczyć w m.in. „Prawie Agaty” czy „Komisarzu Aleksie”. W 2012 roku na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie zagrała w monodramie „Biedna ale sexi” w reżyserii Wojciecha Urbańskiego, natomiast w 2014 roku Krystyna Janda zaprosiła ją do udziału w spektaklu „Miłość blondynki”.

W serialu „Dziewczyny ze Lwowa” kreujesz Polinę. Opowiedz o tej postaci.

To młoda kobieta, która chce zostać bizneswoman. Początkowo prowadzi na Ukrainie, wraz ze swoim wspólnikiem, agencję modelek, jednak on okazuje się nieuczciwy i Polina musi uciekać przed dłużnikami oraz „skarbówką”. W Polsce natomiast ma szereg perypetii związanych z biznesem i odpowiedzialnością za przyjaciółki, ponieważ jest z nich najbardziej ogarnięta oraz w największym stopniu rozumie funkcjonowanie rzeczywistości, więc utrzymuje dziewczyny w ryzach. Prawdopodobnie bez Poliny dziewczyny by sobie w Polsce nie poradziły. Moja postać w Polsce będzie prowadzić trzy biznesy, ale nie zdradzę jakie, aby nie psuć niespodzianki widzom. Mogę tylko powiedzieć, że są rokujące, a Polina walczy o kapitalizm i jest postacią przedsiębiorczą, która uważa, że tylko poprzez pracę można odnieść sukces.

Słysząc o walce o kapitalizm, od razu nasuwają się na myśl różne wątki polityczne. Czy będą obecne w serialu?

Nie, absolutnie nie. To produkcja o przyjaźni ponad podziałami politycznymi oraz kulturowymi i o tym, jaką siłę tworzymy w grupie. Na pewno nie jest to typowy serial o imigracji. Pojawiają się jednak wątki, które można uznać za dokumentalne (śmiech). Co prawda wspominamy o sytuacji na Ukrainie, jaka miała miejsce, ale tego nie dało się uniknąć. Więcej, ten wątek trzeba było dopisać do scenariusza, gdyż tekst powstał dużo wcześniej niż wydarzenia na Majdanie.

Czy nie ma tego ryzyka, że serial będzie powielał funkcjonujące od lat w społeczeństwie stereotypy na temat Ukrainek oraz Ukraińców?

Wszystko co stereotypowe jest słabe i niedobre, ale na szczęście patrząc na scenariusz można powiedzieć, że produkcji to nie grozi. Jeszcze w żadnym serialu nie ukazano problemu ludzi ze Wschodu, którzy za pracą – lub w poszukiwaniu nowej drogi życiowej – przyjeżdżają do Polski. I z tego rodzą się różne sytuacje oraz perypetie, aczkolwiek serial nie jest stricte komedią, ale produkcją obyczajową z elementami komediowymi.

„Dziewczyny ze Lwowa” to pierwszy większy projekt z Twoim udziałem. Wcześniej miałaś okazję zagrać m.in. na drugim planie w filmie „Bogowie”. Jakie są różnice w pracach na planach tych produkcji?

To nieporównywalne doświadczenia, bo w „Bogach” miałam 12 dni zdjęciowych, a tutaj 52. Ciężko to porównać. W „Bogach” większość zdjęć z moim udziałem miała miejsce w szpitalu, natomiast tutaj był pełny plan, czyli zarówno studio, jak i plenery. Poza tym przy tej ekipie czuje się jak w rodzinie. Wspólnie obchodzimy urodziny, imieniny, naprawdę się zżyliśmy, w międzyczasie reżyser został profesorem, więc mieliśmy kolejny powód do świętowania. Spokojnie mogłabym zamieszkać na tym planie (śmiech). Taka jest specyfika serialu, jednak przy filmie – w założeniu projekcie jednorazowym, gdzie jest mniej zdjęć i wszyscy się śpieszą – tego raczej nie ma.

Co spowodowało, że to właśnie Ty otrzymałaś tę rolę?

To ciekawe. Wybrałam się na casting do „Rancza”, do jakiejś roli drugoplanowej. Był tam obecny reżyser Wojciech Adamczyk oraz producent Maciej Strzembosz, którego później spotkałam jeszcze na festiwalu filmowym w Gdyni, gdzie pomylił mnie z… Joanną Kulig. Od słowa do słowa i dostałam zaproszenie do tego projektu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jerzy Stuhr nie żyje. Aktor zmarł w wieku 77 lat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na telemagazyn.pl Telemagazyn