"Elle". Hymn ku czci silnych kobiet [RECENZJA]

Krzysztof Połaski
Krzysztof Połaski
fot. materiały prasowe dystrybutora United International Pictures Sp z o.o.
fot. materiały prasowe dystrybutora United International Pictures Sp z o.o.
Jeżeli film zaczyna się od sceny gwałtu, gdzie w kulminacyjnym momencie kamera pokazuje kota beztrosko przyglądającego się krzywdzie swojej właścicielki, to nie może się nie udać. Dwa dwa słowa: Paul Verhoeven. Nazwisko reżysera wyjaśnia wszystko, więc witaj Mistrzu, dobrze, że wróciłeś, bo brakowało cię w światowym kinie.

Tytułowa „Elle”, czyli „ona”, to Michèle Leblanc (doskonała Isabelle Huppert), zamożna kobieta po sześćdziesiątce, która – chociaż nie zna się na tym kompletnie – jest szefową firmy projektującej gry komputerowe. Gry, co jest dość wymowne w kontekście przeszłości bohaterki, ociekające seksem oraz przemocą tak mocno, że graczowi ma stanąć. Sama Michele do seksu ma dość luźne podejście; niby wciąż kocha swojego byłego męża i jest zazdrosna o jego młodsze partnerki, to jednak jak gdyby nigdy nic sypia z mężem swojej najlepszej przyjaciółki i bezpardonowo flirtuje z żonatym sąsiadem, Patrickiem (Laurent Lafitte).

Wyczyny Michelle to nic w porównaniu do tego, czym poszczycić się mogą jej najbliżsi, na czele z ojcem i jego czynem, przez który nazwisko Leblanc okryło się złą sławą. Nie pomaga także matka i jej dużo młodszy narzeczony, zapewne czyhającym na spadek po starszej pani czy niezaradny życiowo syn Vincent (Jonas Bloquet), który żyje pod pantoflem swojej seksualnie rozwiązłej dziewczyny (Alice Isaaz), która akurat jest w stanie błogosławionym. Jak w takim towarzystwie być normalnym?

Normalność to słowo, którego Paul Verhoeven na szczęście raczej nie zna, a przynajmniej nie używa, dlatego jego bohaterka zostaje postawiona w wielu skrajnych sytuacjach i chociaż wszystko, co ją spotyka przez 130 minut seansu, tak naprawdę mogłoby stanowić materiał na kilka zupełnie różnych filmów, to w dziele Holendra składa się w jedną całość. Przerysowanie już od dawna stanowi nie tylko znak rozpoznawczy kina holenderskiego twórcy, ale również jego ogromną siłę i nie inaczej jest w tym przypadku. Doskonale się to ogląda.

Verhoeven bawi się gatunkami, za żadne skarby nie dając się zamknąć w żadnym z nich, dlatego całość zaczyna się niczym rasowy dramat o traumie kobiety, aby za chwilę przywdziać kostium pełnokrwistego kryminału i następnie przejść metamorfozę w manifest o sile kobiety. Tak naprawdę autor „Nagiego instynktu” tym razem popełnił komediodramat, co okazało się zbawienne; posłużył się kliszami, które niemal natychmiastowo odrzucił, po raz kolejny udowadniając, że wszelkie ramy są dla niego zbyt ciasne. Właśnie dzięki takim twórcom kino wciąż jest żywe.

„Elle” to przede wszystkim hymn ku czci silnych kobiet, które niczemu i nikomu nie dadzą się złamać. Za gwałt same zamierzają wymierzyć karę, bo wyłącznie one mają prawo decydować o tym, kiedy, z kim i w jaki sposób chcą uprawiać seks. Michele wie, że jedynie ona sama może się obronić, dlatego kupuje broń oraz uczy się strzelać. Po raz kolejny nie da się tak łatwo zaskoczyć, gdyż to ona dyktuje warunki i nikt nie będzie łamać tej zasady. Doskonale to widać w scenie, gdzie każe swojemu pracownikowi, który w od dawna jest w niej zakochany, pokazać penisa. Gdy przyrodzenie nie robi na niej żadnego wrażenia, po prostu rozkazuje chłopakowi założyć spodnie. Czy może być większe poniżenie dla mężczyzny?

Reżyser „Robocopa” prezentuje nam na ekranie perwersyjną grę, w której zastanawiamy się, kto tak naprawdę jest katem, a kto ofiarą. Tożsamość gwałciciela poznajemy dość szybko, lecz to nie zamyka gry, a tylko wprowadza ją na kolejny, jeszcze ostrzejszy, poziom. „Elle” jest drwiną z gry pozorów, mieszczańskiej poprawności i uderzeniem w festiwal hipokryzji, gdzie wszystko musi być na pokaz idealne oraz ułożone. Bohaterowie szafują kolejnymi maskami, bojąc się przyznać przed innymi i samym sobą kim są naprawdę.

„Elle” opowiada też o pragnieniach, tych skrywanych głęboko w naszej wyobraźni, o których często boimy się głośno mówić. Niewykluczone, że niektórzy będą zazdrościć głównej bohaterce odwagi, bo niczym buldożer zwyczajnie szła po swoje, nie biorąc przy tym żadnych jeńców. To naturalnie ma swoją cenę, z czym się trzeba liczyć, co ma swoje odbicie w doskonałym, abstrakcyjnym i stanowiącym cichy chichot, zakończeniu. W końcu nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Wciąż lekko chlipię, że dzieło Verhoevena nie zostało nominowane do Oscara w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny", ale za to w kategorii aktorskiej statuetkę ma szansę otrzymać fenomenalna Isabelle Huppert, której kreację z "Elle" zapamiętam na długo. Ja wiem, że Emma Stone jest ładna, tańczy, podskakuje i fajnie śpiewa, ale Huppert stworzyła bohaterkę, która wwierca się w człowieka i każe przy każdej scenie się zastanawiać, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Wielka rola jeszcze większej aktorki.

Za sprawą „Elle” 78-letni Paul Verhoeven pokazał wielu młodszym reżyserom jak powinno robić się kino. Do kąta uczniaki, Mistrz powrócił i dał wam solidną lekcję. „Elle” intryguje już od pierwszej sceny i to uczucie nie znika do końca seansu. To film z charakterem, uwodzący swoją ironią i komediowym podejściem do tematu, a jednocześnie całkiem poważnie hołdujący kobietom. Holenderski reżyser idealnie potrafi wyważyć proporcje; jeżeli ma być zabawnie to jest, ale jest też miejsce na powagę i trochę opowieści na serio. W dodatku trudno nie być pod wrażeniem tej historii, przyozdobionej przez nieco mroczne, aczkolwiek uwodzicielskie, kadry autorstwa Stéphane Fontaine. Kino z wyższej półki.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski

[email protected]

"ELLE" JUŻ W KINACH

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Johnny Wactor nie żyje. Tragiczna śmierć znanego aktora

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na telemagazyn.pl Telemagazyn