"Przyjaźń czy kochanie?". I kto tu rządzi? [RECENZJA]

Krzysztof Połaski
Krzysztof Połaski
fot. materiały prasowe dystrybutora Forum Film
fot. materiały prasowe dystrybutora Forum Film
Już pierwsze sekundy nowego filmu Whita Stillmana zdradzają, w jakim kierunku będzie podążać „Przyjaźń czy kochanie?”. Obraz, oparty na motywach powieści Jane Austin pt. „Lady Susan”, jest rysowany bardzo grubą kreską, wręcz zahaczając o znamiona parodii, ale właśnie dzięki temu ogląda się go bez zadęcia i z nieukrywaną przyjemnością. Ale nie tylko o humor się tutaj rozchodzi, gdyż ta inteligentna satyra to manifest na cześć silnych i niezależnych kobiet. Nawet jeżeli są zależne od mężczyzn, to robią to wyłącznie na swoich warunkach.

O Lady Susan Vernon (Kate Beckinsale) krążą legendy. Piękna wdowa już niejednemu zamożnemu panu zawróciła w głowie, po czym brutalnie zerwała znajomość. Jako, że jest zagrożona zubożeniem pragnie tylko jednego: bogato wydać za mąż swoją córkę, a i dobrze, jakby jej samej przy okazji skapnęło trochę ptasiego mleczka. I tym sposobem „zatroskana” wdówka trafia do Churchill, gdzie przewróci do góry nogami życie krewnych swojego – niech mu ziemia lekką będzie – męża. Szczególnie, że w oko wpadnie jej młodszy brat szwagierki, bardzo przystojny Reginald DeCourcy (Xavier Samuel). A do tego wszystkiego na horyzoncie pojawi się także córka Frederica (Morfydd Clark), przygłupi, ale bardzo bogaty zalotnik sir James Martin (Tom Bennett) i przerażona wizją ewentualnego przymusowego powrotu do Stanów Zjednoczonych, przyjaciółka Alicia Johnson (Chloë Sevigny). Kolokwialnie mówiąc, będzie się działo!

Gdyby zrealizować „Przyjaźń czy kochanie?” tradycyjnie, prawdopodobnie mielibyśmy do czynienia z ramotką, o której szybko można by zapomnieć. Tutaj na szczęście jest inaczej; reżyser doskonale był świadomy zarówno ograniczeń wynikających z prezentowanej historii (ktoś inny pewnie z tego materiału zrobiłby ckliwą miłosną opowiastkę, aż strach o tym myśleć) oraz budżetu. Widać, że to niezależna produkcja, w której każdy funt, dolar czy euro (wszak to międzynarodowa koprodukcja) był skrupulatnie liczony, ale zupełnie nie odbiera to przyjemności z seansu. Wręcz przeciwnie! Wszelkie finansowe ustępstwa bardzo dobrze wpisują się w ramy przyjętej przez autora „Pannic w opałach” konwencji, gdzie liczą się głównie dialogi i rozwijana za ich pomocą intryga.

To przepełnione humorem kino słowa. Ekranowe postaci często wchodzą ze sobą, nawet nieświadomie, w potyczki językowe, a kolejne dialogi eksplodują dziwną, lecz przyjemną, mieszanką bezczelności przechodzącej w wyborny humor. Wyrafinowanie Lady Susan Vernon, zmiksowane z nieufnymi wobec niej kobietami i idącymi niemal jak ślepe szczenięta za matką mężczyznami, sprawiają, że chociaż główna bohaterka jest definitywnym czarnym charakterem, to kibicujemy jej z całych sił. Niech jej się uda!

Whit Stillman oddaje palmę pierwszeństwa kobietom. To one rządzą w jego filmie, okazując się najsilniejszymi jednostkami. Chociaż teoretycznie są zależne od mężczyzn, to ta gra odbywa się na ich zasadach i warunkach. Aż chciałoby się zaśpiewać Sex appeal, to nasza broń kobieca / Sex appeal, to coś co was podnieca / Wdzięk, styl, szarm, szyk / Tym was zdobywamy w mig. Brutalna prawda, po której nawet nie wypada zapytać i kto tu rządzi, bo byłoby to pytanie retoryczne...

Ekranowe niewiasty dokładnie wiedzą czego chcą i czego nie chcą. Będą dwoić się i troić, aby uczynić własne bytowanie jak najbardziej wygodnym. Bezczelność? Wyrachowanie? Być może, ale mężczyźni sami są sobie winni i sami właśnie takimi uczynili te kobiety. „Przyjaźń czy kochanie?” to galeria silnych kobiet i sparaliżowanych własną nieporadnością mężczyzn, którzy albo są szaleńczo zakochani i co za tym idzie ślepi, albo wszystko jest im obojętne, albo są zwyczajnymi kretynami.

Dobrze skonstruowany scenariusz i pomysł na film to jedno, ale świetna gra aktorska to drugie. Całość jest popisem Kate Beckinsale, która nawet nie musi się wysilać. Jej środki aktorskie są minimalne, ale właśnie dzięki temu osiąga tak piorunujący efekt. Brytyjka nie szarżuje, czym wygrywa. W roli epizodycznej świetnie (jak zwykle zresztą) prezentuje się Chloë Sevigny, jednak show wszystkim kradnie Tom Bennett. Salwy śmiechu gwarantowane!

„Przyjaźń czy kochanie?” to nie tylko udana satyra na XVIII wieczną rzeczywistość, ale jednocześnie również bardzo aktualny film. Coś, jakbyśmy przeglądali się w lustrze historii. Whit Stillman stworzył dzieło zarówno przebiegłe, jak i przemyślane. Już od pierwszych sekund wiemy, z jaką historią będziemy mieli do czynienia, a zakończenie i tak nas zaskakuje. Jest miejsce na humor, na refleksję i na gorzką prawdę. Wszystko jest na swoim miejscu i każdy triumfuje na swój sposób. I takie szczęśliwe zakończenia ja szanuję.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski

[email protected]

"Przyjaźń czy kochanie" w tv - sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV!

Recenzja została pierwotnie opublikowana 23 czerwca 2016 roku.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Wachowicz szaleje z piłą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na telemagazyn.pl Telemagazyn