"PTAKI NOCY (I FANTASTYCZNA EMANCYPACJA PEWNEJ HARLEY QUINN)" - RECENZJA
Dziewczyna Jokera - wiecznie w jego cieniu. Zdradzana, nieszanowana, poniżana, kiedyś w końcu można się zdenerwować, prawda? Harley Quinn w "Ptakach nocy" poznajemy w momencie, gdy jej związek z zielonowłosym zbirem zakończył się JUŻ na dobre, ale jeszcze nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. Wszak łatka dziewczyny króla zbrodni dawała w Gotham immunitet i status nietykalności, lecz wszystko co dobre, kiedyś się kończy.

Co będzie dalej? No przecież sami wiecie... szereg przeróżnych wydarzeń, dzięki którym waleczne i głodne zemsty laski wezmą sprawy we własne ręce i postanowią skopać tyłki wszystkim facetom, którzy im kiedyś podpadli. Litości nie będzie, tutaj nikt nie bierze jeńców. "Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)" to feministyczna bomba i film, który na głowę bije przereklamowaną "Wonder Woman" w ukazywaniu superbohaterskiej kobiecej siły. Do tego Harley i spółka są ciekawsze od postaci kreowanej przez Gal Gadot, ponieważ nie są aniołkami, nie są krystalicznie czyste, lecz każda z nich ma coś na swoim sumieniu. I właśnie to coś sprawia, że to ludzie z krwi i kości.
"Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)" to zwariowana mieszanka kina zemsty z komedią akcji, gdzie mamy trochę kina kumpelskiego, ciut dramatu i jeszcze szczyptę historii o dojrzewaniu. I nawet nie chodzi tylko o dorastanie w sensie dosłownym, ale w kategoriach mentalnych, gdzie tytułowa bohaterka uzmysławia sobie, że może być kimś więcej niż wyłącznie ozdobą do garnituru Jokera. Sama może zostać królową zbrodni i zacząć działać na własny rachunek! A może też po prostu, aby się zrelaksować, zwyczajnie zjeść smaczną kanapeczkę z jajkiem i bekonem...
Ekranowa historia nie należy do zbyt skomplikowanych i w zasadzie jest jedynie pretekstem do przedstawienia nam bohaterek, wokół których w przyszłości można rozbudować nowe uniwersum. Widać to szczególnie w zakończeniu, które pozostawia wiele do życzenia i wygląda jak wynik kompromisów na linii scenarzystka - producenci. Aczkolwiek dobrze się to ogląda, co jest też dużą zasługą trafnego castingu.
O ile Margot Robbie jako Harley Quinn jest bezbłędna, ale tego po poprzednim filmie mogliśmy się spodziewać, tak odkryciem okazała się Jurnee Smollett-Bell jako Czarny Kanarek. Jest moc, jest energia, jest to przysłowiowe TO COŚ. Równie dobrze patrzy się na Łowczynię, chociaż scenariusz dość mocno związał, a właściwie przymocował do kuszy, ręce Mary Elizabeth Winstead. Aktorską petardą jest także Ewan McGregor, który zalicza jedną z najciekawszych ról w swojej karierze od lat, chociaż momentami jego Czarną Maskę można pewnie nazwać biedniejszą wersją Jokera.
"Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)" to kawał kina rozrywkowego na wysokim poziomie. DC mocno czerpie od marvelowskiej konkurencji, z "Deadpoolem" na czele, ale taki sposób narracji oraz podejścia do tej opowieści okazał się strzałem w dziesiątkę. Gdyby ktoś spróbował taki temat ugryźć na poważnie, to otrzymalibyśmy kolejny przepełniony patosem gniot, a tak mamy prawie dwie godziny świeżego, rozbuchanego kolorami oraz wyposażony w hitowy soundtrack materiału na przebój. Kawał dobrej, rzemieślniczej roboty. Chcę więcej.
Ocena: 7/10
Źródło: Cover Video/x-news
